niedziela, 30 sierpnia 2015

60. Za miesiąc półtora

Już półtora tygodnia po szpitalu, moja Mała.
10 dni tam, chyba najdłuższe 10 dni w moim życiu. Nafaszerowali Cię antybiotykami, mam nadzieję, że skutecznie i na zawsze wygnali z Ciebie to, co narobiło takiego bałaganu. Buźkę masz już mniejszą, węzły zdrowieją, rana po sączku goi się, mam taką nadzieję, jutro jedziemy na kontrolę i się okaże.
Zniosłaś ten czas lepiej niż ja, świetnie się przystosowałaś, błyskawicznie. Kazałaś sobie zakładać crocsy przed zejściem z łóżka - brudna podłoga. Dawałaś, najpierw z płaczem, potem już ze smutną minką, sobie podłaczać "magiczny kabelek"- żeby wyzdrowieć i jak najszybciej jechać do domku. Bawiłaś bez problemu kilkoma, co dwa dni wymienianymi zabawkami, i czytałyśmy wciąż przywożone przez Tatula nowe książeczki. Nie było chyba dla ciebie ważne to, że jesteśmy tam, w szpitalu, tylko to, że byłyśmy razem cały czas. Że codziennie był Tata, że przyjeżdżały Babcie i Ciocia.
W dzień zabiegu płakałam razem z Tobą, gdy nie mogłaś nic jeść ani pić, i później, gdy o 21 mogłaś w końcu trochę napić się mleka. Tuliłyśmy się cały dzień.

A jak wpadłaś do domu po tych 10 dniach... chyba nigdy nie zapomnę tego blasku w oczach i radości na widok kotów i zabawek!


No i plażujemy dalej, bo pogoda piękna. Codziennie wymieniamy opatrunek, przywykłaś do niego tak, że jak zdejmujemy, to chyba ci dziwnie, bo dotykasz wolnej od plastra skóry.


Pokazujesz na nas i rozkazujesz gdzie mamy iśc czy usiąść - ostatnio najczęściej przy nowym domku Lego:)
Pukasz palcem w otwartą dłoń, gdy chcesz coś dostać. Już, teraz, natychmiast!
Śpiewasz, gadasz po swojemu. Tatata, papapa, bzium, bdum:)
Kręcisz się w kółko i jesteś pijana:) tanczysz, robisz z Tata pompki, biegasz jak szalona. Dziś zdarlaś skórę z czoła, spod nosa i dolnej wargi - za jednym zamachem, biegnąc na rampę przy plaży.


Czuję, że zaraz wystartujesz z gadaniem.

Niezmiennie zakochanam w Tobie, Maluchu.

wtorek, 4 sierpnia 2015

59. rok i cztery


Dni uciekają, a ja wciąż nie mogę się nadziwić jak szybko się zmieniasz, Maluchu.
Dziki Rysiu, Korbo Ty:)

Kręcisz się w kółko i padasz pijana:)
Stajesz na głowie, robisz "downward dog", jesz, czytasz, wisząc głową w dół:))
Szalejesz, durnowaciejesz, skaczesz po fotelu, lecisz na łeb na szyję i nic, wspinasz się i znów lecisz!
Nadal zbierasz kamyki i patyki, mniej interesujesz się psami. Dzisiaj długo patrzyłaś na pszczoły zapylające niebieskie kwiatki.

Tańczysz, gdy Ci śpiewamy i gdy Tatul odpala swoje piosenki. Skaczemy we trójkę, śmiejesz się wtedy do czkawki. Kąpiesz się sama i jarasz całą wanną dla siebie:) Gdy wchodzę z Tobą, bo jest dzień mycia głowy, to wywalasz mnie, bo Ci ciasno, pff:) W łóżku też Ci przeszkadzamy, budzimy kładąc się. Zli rodzice:)
Pożerasz kilogramami borówki, czereśnie, kiwi, jabłka. Tęsknisz za truskawkami i poziomkami z Babcinego balkonu.

Czytać, czytać, czytać! Na bajce nie zawiesisz oka dłużej niż minutę.
Irytujesz i wkurzasz, męczysz i mędzisz, by za chwilę budzić zachwyt, wzruszyć, rozbawić. Uwielbiam Cię obserwować, gdy zajmujesz się sama sobą, wymyślasz zabawy. Jak dzisiaj i wczoraj, gdy układałaś lale na ściereczkach w kuchni:) Gadasz z nimi. Z nami mniej - nadal tylko AM i ATA. Ania, atat, am i am:) Ale za to pamięć, koordynację i pomysły masz na szóstkę. I te wspinaczki, gonitwy, to jak piszczysz, gdy dzwoni domofon i idzie babunia, to jak podnosisz łapkę w górę, gdy coś sobie przypominasz i chcesz, by to powiedzieć. To jak pokazujesz na siebie, na mnie, na tatę - kumasz już, że jesteśmy osobnymi bytami i momentami Cię to pewnie wkurza. To, jak cieszysz się, gdy mówię, że jedziemy do Lotni, a w Lotni czeka wiesz kto... KROWA! biegniesz do niej jak szalona:) Odkrywamy nowe place zabaw, wszędzie czujesz się pewnie, czasami potrzebujesz pomocy, ale głównie sama zwiedzasz. Znów zaczęłaś lubić się huśtać, bujaki za to poszły chwilowo w odstawkę. Robisz z Tatulem pompki, wygłupiacie się, to jego wolisz przy kąpieli teraz, każesz mu siadać w tej chwili na stołeczek!:)) i do stołu też ma natychmiast siadać i jeść z nami, a nie! I robisz to z taką powagą, że pękamy ze śmiechu:))) Kochamy Cię max!

Marzę, byś zasnęła, a gdy śpisz - oglądam Twoje zdjęcia, albo patrzę na Ciebie. Paradoks matki. Pewnie kiedyś zrozumiesz:) Padam z nóg, zasypiam, ale czytam o wszystkim co może Ciebie dotyczyć, co pomoże mi, nam, wychować Cię jak najlepiej. Jak najlepiej dla Ciebie być.

Mam wyrzuty sumienia, że to przeze mnie masz problemy z ząbkami. A to, że niedokładnie je Tobie myłam, a to, że jadłyśmy z tej samej łyżeczki, a to, że za dużo owoców. Martwię się, nie chcę, byś miała traumę - jak ja, gdy byłam dzieckiem. Pani stomatolog obiecuje, że szybko pójdzie. Nic nie poradzimy, tak masz i już. Zrobimy wszystko żeby zęby wyleczyć.

21:26, a ja zamiast oglądać seriale i oderwać się na chwilę - piszę o Tobie.

Kocham Cię, Dziki Rysiu.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...