piątek, 28 listopada 2014

50. 8 miesięcy...


...i dziecko nam się puszcza. No wiecie państwo?...
Normalnie stoi i się puszcza. Albo trzyma, owszem, ale jedną ręką, za tatowe włosy na nogach. Ałć.

Chodzić za jedną rękę jeszcze się boi, ale to chyba kwestia dni, max tygodni. Na święta już będzie rozbiegana rozpierducha jak sądzę.

Niech ten czas tak nie pędzi!...
Zachwycam się tym, jak codziennie się zmienia, jak kuma wszystko, gówniara jedna. Jak odnajduje zabawki o które pytamy, jak przybiega na czterech gdziekolwiek jesteśmy. Jak nagle, robiąc coś w kuchni czuję, że ktoś mi się wspina po nogawce. Jak pomaga wieszać pranie roznosząc po pokoju wszystkie mokre ciuchy.
Zachwycam, ale za chwilę już myślę o tym, że to za szybko, że nie rozumiem czemu te dni tak uciekają. Że przed sekundą byliśmy na Hobbicie i sikałam co pół godziny wisząc z brzucholem nad kinowym kibelkiem. A tu zaraz nowy film, a my będziemy kombinować jak przy tym czworakującym już brzuchem oglądanie zaplanować.

Albo to, że karmię piersią. Osiem miesięcy. O-siem! Ja, która - zacznijmy od tego - dzieci mieć nie chciała przez ponad 30lat, i która uważała karmienie za obrzydliwe. Jak to się człowiekowi zmienia w głowie na szczęście. Że mądrzeje. Późno, bo późno, ale lepsze to niż w ogóle, prawdaż.
No i karmię i karmię i uwielbiam to i chcę karmić jak najdłużej. I spać z nią. Mówią, że czas odkładać do łóżeczka, ale ja tego nie czuję, nie jestem gotowa. A jak ja nie będę pewna tej decyzji, to się to nie uda, bo pęknie mi serce. Mamy czas. Jeszcze zdążymy zatęsknić za nią tulącą się do naszych pleców. Jeszcze nie teraz.

Samodzielna mała bestia. Diabeł wcielony ze słodkim uśmiechem rozkładającym nas na łopatki. Uszkadzający matce nadgarstek i wyrywający włosy. Całujący otwartym dziobem. Bziumkający, robiący bąble ze śliny, wydający każdego dnia nowe dzwięki. I nadal hehający, ale mniej.
No i kocha tego Majkela wielce. Nosi go ze sobą cały czas, szurga po podlogach, oblizuje kaszowym jęzorem. Biedny Majkel.


A ja co?
A ja mam chorą głowę i do psychiatry czas chyba. Bo mnie tyra momentami porządnie. Ale ciężko, żeby mie tyrało takiej egoistki jak ja. No i ta egoistka we mnie wciąż walczy. I pewnie walczyć będzie już zawsze. Z tą matką polką, która jest we mnie od niespelna roku, a jest silniejsza niż tamta, stara ja.



A, a zębów nadal brak.
Dla moich cycków to chyba dobrze?...

sobota, 15 listopada 2014

49. he... heh...

7 miechów i 3 tygodnie, a ta glizda mała większość wydarzeń komentuje krótkim "heh!". Parska prawie. No ludzie, mili państwo. Lekutka przesada. Nie wiem po kim ona to ma, doprawdy, żeby tak kpić i hehać wciąż... Ekhm. Ten tego ten.


A poza tym co.
Ganiamy się na czworaka, szczekając lub miaucząc. W życiu jeszcze nie slyszałam jej tak śmiejącej się w głos jak wtedy, gdy pierwszy raz się ganiali i wywalali wieżę z puzli z wielkim BUM! Dziewcze bardzo prędko będzie miało zmarchy od śmiania, po tatulu.
O, albo czołganie się pod nogami. Na hasło "tunel!" Młoda pada na podłogę i pędzi szurać brzuchem po tatowymi nogami. Najlepsza zabawa ever!
Chowanie się pod kołdrą, kuku! Uśmjech przecudny! Wynajdywanie drogi w ciemności podkołdrowej - level hard - zaliczone wzorowo.
Buła w łapie na spacerze - najlepsza rzecz pod słońcem. Można dzioba jojczącego zająć na chwilę jedzeniem, albo uwagę karmionymi ptaszorami odwrócić.

Z danych technicznych dla potomności: waga 7100g, wzrost 68cm.
Pediatra mówi, żeś szalona, córko nasza, że tak już siedzisz pięknie. A jak zaczęłaś wstawać podczas badania, to zdębiała zupełnie. Zuch dziewczyna!

Cudek.
Kocham nad życie!



Nie no, oczywiście, że muszę czasami wyjść z domu, bo pęknę. Ale po godzinie tęsknię. Szalona matka! A oni przecież doskonale dadzą sobie radę sami. Najwyżej koszulka po zjedzeniu jabłka trochę bardziej upierdzielona będzie.

No i co z tego.

Trzeba by najpierw zobaczyć jak wyglądają rękawy po dzisiejszym samodzielnym jedzeniu dyni z ziemniakiem...



Lovę ich!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...