wtorek, 24 czerwca 2014

29. trzynaście tygodni od tamtego wtorku


Nie wiem kiedy to zleciało, nie wiem.

Że jutro 3 miesiące? Jak to możliwe?

Że już guga, że gada z nami, że uwielbia jak Tatul robi gołąbka i śmieje się w głos?
Że robi podkówkę tak słodko i rozmaśla nas niemożebnie? 
Że podciąga się, trzymając nasze palce łapkami, i podnosi prawie do stania?
Że kula z pleców na boki, że trzyma łeput wysoko leżąc na brzuchu?
Że wgapia się w telefon lub obiektyw aparatu, gdy robimy jej miliony zdjęć?

Że najcudowniej na świecie uśmiechnęła się na prezencie dnioojcowym rozczulając Tatula na wskroś.

Że kocham nad życie i nie wyobrażam już sobie świata bez niej.




Chociaż wciąż zdarza się chęć oddania jej pod opiekę dzikim kotom na sawannie. Ale tak już będzie zawsze, prawdaż.

sobota, 7 czerwca 2014

po dwudzieste ósme: już nie chce mi się pisać słownie po które


Plaża z dwumiesięczniakiem zaliczona. Dwie godziny naszego ukochanego relaksu.
Bez leżenia plackiem wprawdzie, ale plaża to plaża, co nię?

Dziecko plażowe wychowamy, będzie, jak Tatulek w dziecięctwie, pety zjadać z piachu. Lecz pety w dzisiejszych czasach na pewno lepsze niż 35 lat temu.

W ogóle od wczoraj - ku pamięci: 10tyg. i 3dni - mamy już naprawdę dorosłe dziecię. Dziecię leżące w wibrującym leżu bądź koszu nawet 40min! Leżące! Samo! Bez noszenia i kitwaszenia. I śpi w nocy już od dawna. Wprawdzie nie sama, nienienie, ale śpi! I my śpimy.

A jak zacznie zasypiać beze mnie, to będę ryczeć. Na bank.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...