wtorek, 20 maja 2014

po dwudzieste siódme: kiedyś się wyśpię, wyśpię sięęę...


...ale jeszcze nie w tym półroczu, jak sądzę.

Ale nic to, nie ma tego złego.

Przy wspomaganiu córki w kupotwórstwie, o 1:17 bądź 4:21, można poćwiczyć mięśnie rąk i pleców.
Przy usypianiu między 19:32 a 22:08 można na raty obejrzeć Greys'y bądź poczytać Hitlera.
Można też nauczyć się, tak o - od niechcenia, kołysanek, spłakać się przy nich i ochrypnąć, nie robiąc przy okazji większego wrażenia na Aluszce.

A w czasie porannej Smoczej drzemki, miast złożyć głowę obok niej na podusi i wsunąć nos w pachnące włoski, można się spocić przy Shaunie i wyzionąć ducha.

Taka logika matki.



Zresztą - miałam 35 lat, żeby się wyspać, więc bez przesady.



A Alucie strzela dziś 8 tydzień. Starzeje mi się dziecko.
Z boku na plecy się przewraca. Oczami łypie, zezuje, wzrok skupia na zabawce przez 12 sekund. Uśmiecha się do nas bezzębnie, trochę jeszcze nieświadomie.

I rozmaśla nas niemożliwie.



Poza momentami, gdy chcemy ją oddać bezdomnym, oczywiście.







czwartek, 15 maja 2014

po dwudzieste szóste: plan wykonany!


Oczywiście, że plan się powiódł, co to za pytanie.
Nie w każdym punkcie.
W jednym właściwie.

Ten punkt to: CHLUST!

Chlust na nową merbau'ową podłogę dokładnie o 20.00, 25. marca. W dzień meczu!
Córka Jeszcze Wewnątrz Brzucha zawróciła Tatula Kochanego z drogi na pasjonującą rozgrywkę ligową 5 minut po jego wyjściu w domu. Postanowiła odkręcić wodę i opuścić ciasnotę brzuszną dwa tygodnie wcześniej. Trudno, co zrobić. Cytując me słowa: "...bo któż o zdrowych zmysłach życzyłby sobie zostać dzieckiem smoleńskim?...".

A wspominałam, że tego dnia auto do warsztatu wstawione zostało?...

No.
Zawrócił więc chłopina, pomógł dygoczącej mnie zapakować się do wanny. Po czym dreptałam krokiem kaczki po mieszkaniu w tą i nazad w poszukiwaniu brakujących elementów torby porodowej. Rodzina lekutko wnerwiała mnie radami swymi. Rodzina albowiem przybyła natychmiast, choć prosiłam, żeby posłużyli autem najwcześniej 45min od chlustu. No i pojechalim!


Podczas przyjęcia na oddział pogadałyśmy z położnymi o kotach, bo szczęśliwie na kociary trafiłam, a o czym tu gadać w takiej chwili jak nie o tym, co pieszczoszki nasze wyprawiają.

Potem ktg, skurcze - nuda.

Jako, że Młoda w dupie świat mieć się okazała, mus był ciąć po cesarsku. Nie powiem, lekko mi ulżyło, że  to jeszcze tylko kilka chwil i bez bólu się obejdzie. O naiwna ja...

Pierwszy hardkor to zakładanie cewnika. Bez znieczulenia... heloł?
Drugi hardkor, łagodzący jednocześnie upierdliwość pierwszego - igła w kręgosłup.

- Pani się pochyli bardziej, bardzo proszę...
- Yyy... (sama się pochyl bardziej z piłką zamiast brzucha!)
- Czuje pani lewą nogę?
- Yhym...
- Oj, to kłujemy jeszcze raz, momencik...
- Yrrghryyy...
- A teraz?
- Teraz nie mam nóg, właściwie to nie mam nic oprócz głowy, rąk i cycków. Lubię to!
- No to zaczynamy!

No i zaczęli.
I po chwili, nad parawanem, ukazało się łypiące na mnie oko.

Smocze Oko.
Jej Oko.

Widok, którego nigdy nie zapomnę.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...