piątek, 13 grudnia 2013

po dwudzieste czwarte: warto rozmawiać



w trakcie miziania:

- a obiecujesz, że na porodówce będziesz mnie drapał po plecach?
- dobra. ale potem ty mnie!


---

do grubej kici, która dopiero co zjadła, a dalej drze japę, gdyż ma starczą sklerozę:

- Niunia, niunia, ja cię proszę, ty się uspokój, bo to się skończy wysiedleniem...
- obozem sportowym dla grubasów się to skończy!


---

nagle zaczynam ryczeć, a on:

- ej, ale weź ty mnie uprzedzaj... bo ja się ciebie boję i nie wiem czy mam cię tulić czy wyjść na zawsze...



poniedziałek, 2 grudnia 2013

po dwudzieste trzecie: ciążowe plusy dodatnie


Praktycznym plusem ciąży jest szeroko rozwinięte kibloznawstwo. Człowiek poznaje toalety w każdym pobliskim centrum handlowym, wie gdzie pracuje najpilniejsza Obsługa Sprzątająca, a gdzie najczęściej brakuje papieru. Gdzie ładnie pachnie, a gdzie można znaleźć na posadzce używane majtki dziecięce. Sikanie w miejscach publicznych staje się jednak coraz mniej wygodne, gdyż rosnący brzuch powoli zaczyna uniemożliwiać wiszenie nad muszlą w pozycji prawiepiotrżyła. Trudno, przyjdzie mi niedługo nosić pampersa lub cewnik. Lub nie wychodzić z domu.

Wizualnym plusem ciąży są cycki. Cycki jędrne, sterczące i prawie_duże. Takie, przez które żałuję trochę, że ciąża nie przypadła na okres letni, gdyż mogłabym wtedy ganiać z gołymi i całemu światu machać nimi przed nosem. Cycki o jakich zawsze marzyłam i jakie na zawsze pozostaną w mej pamięci.
A ze szczególnym rozrzewnieniem będę o nich zapewne pamiętać, gdy zakończą swą działalność mleczarską i staną się suchymi krwawiącymi plackami. Mam wtedy dwa wyjścia: zostawić 15 koła w klinice cyckowej lub strzelić ciążę numer dwa. Nie wiem co wyjdzie taniej.

Zdrowotnym plusem jest dowolne dawkowanie snu. Nie no, oczywiście, że nie nocą. Nocą opiekujemy się kotami przecież. Koty, owszem, bywają doskonale zsynchronizowane z budzikiem, ale tylko wtedy, gdy jest im to na rękę łapę. I rozmaślają nas każdą przespaną nocą i rozczulamy się o poranku głaszcząc mruczące futerka i szepcząc z zachwytem: "grzeeeczny Klusinek, mąąądra Ufeczka... tak łaaadnie spaaały... niuniuniu...". A już kolejna doba przynosi znaną od lat rutynę:
23:37 smrodliwe szuranie w kuwecie pierwszej
02:23 wąchanie oka
03:12 smrodliwe szuranie w kuwecie drugiej i trzeciej
04:41 gonitwa przez nogi
05:07 kulanie z mruczeniem
06:17 potrzeba wyjścia na balkon
06:55 budzik
Także tego.
Sześć-siedem nocy w miesiącu śpi się jednym ciągiem. Nie no, ja wiem, że one nas uczą odpowiedzialności dzieckowej, ale naboga! od 14 lat? Kiedy ja jeszcze lat temu dwa dzieci mieć nie chciałam? No doprawdy... jest coś w tym, że koty WIEDZĄ. Teraz wiedzą po prostu, że przy pęcherzu tańczy mi Haribo i mogłabym zapomnieć się obudzić i zdoić w łóżko. Grzeeeczne koootkiii.

Zdrowotno-psychiczno-fizycznym plusem jest niemożność ćwiczeń z Shaunem T. co skutkuje mniejszym wkurwem i bluzgami na tegoż. Od czterech miesięcy - albowiem jeszcze w pierwszym, nie wiedząc żem podwójna, zlaną potem będąc, rzucałam inwektywami w stronę monitora, ucząc dziecięcie me w zarodku kurew wszelakich oraz niewybrednych hasełek typu: ażebyciępopierdoliło! albo pierdolętakierecovery! - jestem zatem wolna od uczucia nienawiści.
To znaczy nie, że tak zupełnie, gdzie tam. Nadal nienawidzę charczących osmarkańców w sklepach i komunikacji miejskiej. Ludzie nie potrzebują chusteczek, gdyż mają rękawy oraz, gdy jest coraz chłodniej, rękawiczki.

Plusem ekonomicznym jest węch psa gończego.
Przez pierwsze miesiące ukochane perfumy śmierdzą, więc stoją sobie nieużywane i czekają na lepsze czasy, czyli, w moim przypadku, piąty miesiąc ciąży. Śmierdzą też świece i woski zapachowe, ale tu już sytuacja jest poważniejsza, gdyż nie mija wraz z niechęcią do perfum. Wosków należy pozbyć się czemprędzej, gdyż cuchną nawet popakowane w woreczki i zamknięte w pudle oraz szufladzie. Śmierdzi już sama myśl, że one tam są.
Rosnący brzuch uniemożliwia też kupowanie nowych ciuchów, co jest plusem potrójnym, bo unika się otwierania portfela (oszczędności), galopady po sklepach (sikanie) i kontaktów z zasmarkańcami nie zasłaniającymi rozkaszlanych gąb (nienawiść).

Plusem dla urody jest właściwie nieograniczona ilość łez, a łzy jak wiadomo, z chemicznego punktu widzenia, czynią oczy piękniejszymi. Moje na przykład po płakaniu są dzikozielone. Płakać można z wielu powodów i musi być to wybaczone, gdyż w innej sytuacji myszycizeżrą!.
Można płakać, bo:
- kiedy w końcu zaczniemy ten remont?
- w życiu nie skończymy tego remontu!
- chcę rude włosy, dziś, natychmiast!
- blondynki są takie pięęękneee...
- się nie wyspałam
- spałam za długo i bolą mnie plecy
- od dzikowania w środku boli brzuch
- nic się nie dzieje w brzuchu
- przez wizytą u gina - bo nie wiadomo jak tam
- po wizycie u gina - bo tak fajnie skakało, jak piłka
- nie kupiłam winogron
- nie wiem co na obiad
- chleb jest suchy
- jestem gruba
- mam za mały brzuch
- cycki bolą
- już nigdy nie będę miała takich cycków
- urosną mi stopy
- reklama z kotkiem
- w tv śpiewa Piękny Ernest
- piosenka w radio taka piękna
- chcę czytać, a śpię
- na pewno z tym bęcem wywalę się zimą na lodzie 
- jestem wariatką, że tak płaczę
- BO TAK!



A największym plusem jest to, że On, mimo wszystko, jeszcze nie zakopał mnie w parku pod sosienką.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...