czwartek, 31 maja 2012

po dwudzieste: nie chce mi się liczyć

  Chciałabym spokoju.

żeby to nie rozszarpywało trzewi
żeby nie zmieniało mnie w obcą
żeby nie moczyło oczu
żeby odpuściło i wylogowało się
poszło won!

  Już wiem. Zrozumiałam. Zmądrzałam.
  Czas na zmiany.
  Wystarczy już!


Bo przecież wszystko mam. Mam to co najważniejsze.

sobota, 19 maja 2012

po dziewiętnaste: here comes the sun

   A pamiętasz jak wkręcałyśmy wszystkich w klasie, że moja Mama i Twój Tata są rodzeństwem? A jak tańczyłyśmy w knajpie ojca Agi? A jak chłopaki-wieśniaki przejechali mercedesem garnki Twojej Babci stojące nieopodal naszego namiotu? A jak wędrowałyśmy przez zboża sięgające nam do pasa? A zapach kurzu w biblioteko-dyskotece i jak tamtejsze dziewczyny chciały wydrapać nam oczy? A tanie wino i papierosy na schodach GS-u, w sierpniowym upale? Pamiętam jak dziś, że gorący wiatr wdmuchiwał dym w Twoje włosy...

   A to jak wściekłaś się na mnie, że powiedziałam P. o Góralu, a ja przepraszałam Cię milionem liścików na lekcjach? Albo za to, że całowałam się z M. na bilardzie? Bo ja się w nim chyba wtedy zakochałam, to się jakoś tak samo stało... A jak zgubiłaś kolczyk i jego mama go znalazła? A jak całowałaś się z A. na wiadukcie gdy odprowadzał Cię do domu? Pamiętasz jak pachniała Ich ciemna skóra w połączeniu z wypaloną słońcem trawą?

  A jak ochrzaniałaś mnie, żebym w Sylwestra nie obiecywała niczego żadnemu z nich? Że G. to tylko taki misiek, a J. chyba naprawdę się we mnie buja? A jak przyniosłam Ci lekcje, a Atos jakoś tak mniej na mnie warczał? A jak Twój Brat naskarżył na nas Twojej Mamie, a ona zadzwoniła do mojej i miałyśmy szlaban? A parę minut później J. przyniósł mi walentynkę, pamiętasz?

  A jak płakałam, bo W. nie odbierał telefonu, a Ty poderwałaś Najpiękniejszego Faceta na Wakacjach? Mojego Zeszłorocznego? A jak słuchałyśmy Liroya na moim kaseciaku, a moja Mama dostawała szału, bo budziłyśmy E.? A jak farbowałam Ci włosy na fioletowo? A jak dudniła muzyka gdy opowiadałaś mi co zeszłej nocy robił Ci S.?

  A pamiętasz zaplecze D.S.? I to uczucie gdy zna się wszystkich i wszyscy znają Ciebie? Że tam i wtedy był najważniejszy czas naszego życia? Albo jak przyszłaś do mnie zupełnie bez powodu, bo czułaś, że musisz? A przecież nie wiedziałaś, że godzinę wcześniej zmarł mój Dziadek...

  Pamiętasz?

  Śmiech?
  Wino?
  Papierosy?
  Myśli?
  Bujanie nogami na murku szkoły?


  A pamiętasz kiedy ostatni raz się widziałyśmy?


po osiemnaste: gonią mnie obrazki...

... od wczoraj.

Bo od wczorajszego pobytu u Chustki tonę we lawinie wspomnień. Najprostszych i Najważniejszych Scenach, Smakach i Zapachach. Spadają jak opętane.
Nie żyję dziś, żyję dziś wtedy...

  Gdy na dachu ostatniego piętra ręczniki przyklejają się do rozgrzanej, smołowatej mazi. Skóra pachnie oliwką dla dzieci, a my tak mocno wpatrujemy się w błękit, że widzimy cząsteczki powietrza. Wychylamy głowy za krawędź i z miękkimi nogami zrzucamy niedopałki z dziesiątego piętra.

 Gdy w przedszkolnym ogródku zabaw boimy się podchodzić do domku czarownicy.

 Gdy zbiegam po kamiennych schodach zdrapując płatki zielonej farby ze ścian. Potem biegiem w lewo, w lewo i pędem w czarny kurz podwórka. Strup na kolanie i blizna, którą dziś wyczuwam pod palcami. Sekrety z kwiatków, liści i czekoladowych złotek przykryte zielonymi kawałkami grubego szkła. Pączki z piachu na murkach piwnicznych. Schody przy morwie, którą morusamy sobie buzie i palce na czarno. Głos babci wołającej na obiad lub kisiel z jabłkami. I pędem do góry chłodną klatką schodową.
 W której do dziś pachnie moim dzieciństwem tak, że nie tak dawno z trudem powstrzymałam się przed złapaniem za klamkę obcych już od tylu lat drzwi...

  Gdy w pierwszym dniu liceum wagarujemy w szpanerskim makdonaldzie grając w kto, z kim, gdzie, co robił. I umieramy ze śmiechu krztusząc się dorosłą kawą. A w szatni od wuefu licytujemy ze smutkiem i tęsknotą: A mój chłopak mieszka w górach... A mój w Nowym Jorku... eh.

  Gdy wieczorem podwijam nogi na jej fotelu, a ona siedzi na czerwono czarnym krześle. Kalendarze Szalonego Małolata na biurku, a my skrobiemy godzina-po-godzinie o kończącym się dniu.
Apartamenty naszych lalek na kanapach. Pokoje w szufladach, my little pony, Barbie zwana Konstancją, Steffi w sukni ze świecącymi gwiazdkami, dwie wielkookie Flerki.

  Gdy twarda kora drzewa wbija mi się w plecy brudząc biały golf bezrękawnik. Las pachnie jak wściekły uciekającym upalnym dniem. Szczupły, ciemnowłosy Amerykański Sen o najpiękniejszych granatowych oczach całuje mnie tak, że brakuje mi tchu i ledwo trzymam się na nogach. Zaciskam ręce na jego opalonym karku i czuję pod palcami łańcuszek zakończony połową srebrnego serduszka. Jestem zakochana na śmierć, na całe życie...
A za dwa dni żegnam się z Nim na zawsze. Płacząc tak, że brakuje mi tchu...


 Boję się, że nie zdążę złapać ich wszystkich.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...