środa, 26 października 2011

po siedemnaste: daj kurze grzędę

   A jak ja beczę na przykład na tym, dajmy na to, Pi.es.ajlowju, od początku do końca, to potem nie wyglądam jak te aktorki wszystkie płaczące w filmach. Że mają tylko zaczerwieniony słodko czubeczek noseczka, a te łzy jak grochy to im absolutnie nie rozpuszczają makijażu, o nie-e. One po prostu mają inny skład chemiczny łez, ot co. I w ogóle są inaczej zbudowane jakoś. Że im oczy nie puchną i nosy nie stają się błyszczącymi burakami. No nie wiem czy to jest sprawiedliwe. Nie wiem, nie wiem...

   Albo poranki w filmach... Bo człowiek normalny jak się obudzi, to chwilę mu potem zajmuje natarcie się tymi wszystkimi kremami i balsamami, zarobienie sinych worów podocznych i uplecenie warkocza. A nasze bohaterki co? Mają firmowo zmalowane lico i firany rzęs, od pierwszego o poranku tymi rzęs machnięcia. Zresztą nie jest to znak naszych czasów, nie nie nie, jest to fakt znany nie od dziś. Albowiem już Alexis budząc się co rano miała od razu tę swoją wyfryzowaną trwałą i nieskazitelny makijaż ust. A Kristel srebrną grzywę.

   No i nigdy nie sikają rano, wiadomo. Bohater wyskakuje z łóżka bohaterki (albo odwrotnie) po nocy upojnej (winem i chucią), zakłada na goły tyłek dżinsy i wybiega. BEZ SIKANIA. I biegnie na przykład do metra lub łapie taksówkę i jedzie siedemnaście przecznic.
Nie wiem jak oni są zbudowani, ale ja też tak chcę! A nie, że na ostatnich nogach dopadam o szóstej rano nieprzytulnie zimnego kibelka, gdyż dźwięk budzika=siku. Jak pies Pawłowa, naprawdę... Właśnie, jedyna scena z sikaniem (albo nawet dwójkę - nie było to do końca wyjaśnione) jaka przychodzi mi teraz do głowy to to, jak w Brusie Olmajtim pies czytał gazetę na kibelku. Bohaterowie filmowi nie mają układu wydalniczego, dam sobie za to rękę uciąć.

   Nie sposób nie wspomnieć też o - nie bójmy się tego słowa - ejakulacji. Bo kto kiedykolwiek zanotował, żeby bohaterowie dzikich harców zawracali sobie głowę tym co, za przeproszeniem, on w niej zostawił? On po prostu się wysuwa, albo ona z niego złazi i nic. Koniec.
Mam cztery wersje zdarzeń: 1. bohaterowie mają orgazmy bezwytryskowe; 2. bohaterowie nie mają orgazmów; 3. bohaterowie używają prezerwatyw, ale po stosunku ich nie ściągają; 4. bohaterowie wszystkich filmów uprawiają seks na gumowanych prześcieradłach.

   Głębokimi pocałunkami z jęzorem od razu po otwarciu oka o poranku to już nawet sobie głowy nie zawracam...

   Filmy są jakieś łatwiejsze logistycznie.

niedziela, 23 października 2011

po szesnaste: słoneczne przymrozki

   Koty patrzą na mnie z bezbrzeżnym zdumieniem i niewątpliwą pogardą za każdym razem, gdy wącham rozgrzane parapetowym zaokiennym słonkiem ich kudłate stopy. Nie wiem doprawdy co w tym dziwnego... One na przykład potrafią o 3:58 wąchać mi oko, soł.

   Niemąż mówi, że kocie stopy pachną chomikiem, ale jakoś nie wierzę w jego kompetencje w tych sprawach, gdyż jego chomik popełnił samobójstwo skacząc z ósmego piętra... A kocie stopy pachną po prostu rozgrzanym futrem, myślę, że tak może pachnieć grzywa lwa. Chyba, że przed chwilą tarzał się w rozbebeszonej impali, to wtedy nie. Ale normalnie to bankowo tak pachnie.

piątek, 7 października 2011

po piętnaste: jabłko z cynamonem

Fervex wypiłam.

I dokładnie w tym samym momencie przyszło mi do głowy, że szkoda że nie dane mi będzie porządnie pogryźć tej pysznej kanapki, którą dzierżę w dłoni, gdyż albowiem za sekundę stracę przytomność.

No ale już trudno, przynajmniej wypędzę te demony, które bolą mi gardło oraz zagilowują nos, ha!

wtorek, 4 października 2011

po czternaste: koc na kocie

Spałabym. Wiecznie bym spała. Wstaję, budzę się w sensie że, przed budzikiem i ziewam. I już bym się położyła. I pospała.

Idę do tej fabryki i ziewam.
Jem kanapkę - ziewam i wypada mi z ust ogórek, a ja ogórki bardzo bardzo i jak mogę je stracić, to się zamartwiam i mam dylemat, że czy jak pięć sekund nie leżało to można z podłogi.
Siedzę na fejsie - ziewam. No chyba, że niespodziewana wiadomość jakaś wzniosła, to się ożywiam na trzydzieści siedem sekund, wzniecam się, znaczy. Ale po chwili już co - ziewam.
Potem listy sobie od dziewcząt odbieram elektroniczne, i ziewam. Nie żeby nieciekawe były. Bo się umawiamy na piachu po raz trzynasty w tym roku, a piach już w październiku bywa zimnym kąskiem dla wilka, więc ambaras. Bo my tylko na piachu. Bo ze strony społeczeństwa nie mamy oparcia ni zrozumienia niestety.

Wracam styrana robotą i ziewam. Macham w rytm muzyki kolorową torebunią, aż mi błyszczyk z niej wyleci, schylam się i mogę sobie ziewnąć przy okazji. Przez park idę, sandałami w liściach szuram aż mam stopy czarne, bo szuram też alejki za jednym zamachem. I ryjec mi się śmieje do słonka w tych liściach kolorowych i ziewam znowu, kurde, ze szczęścia chyba, albo nie wiem z czego.

Teraz też ziewam, a powinnam gary pomyć.

Ale wole ziewać.
I pójść spać.
O dwudziestej pierwszej.
I spać dziewięć godzin i się nie wyspać.
I ziewać.

Chciałabym zarabiać na życie ziewaniem i spaniem - byłabym zyliarderką.

poniedziałek, 3 października 2011

po trzynaste: nie wytrzymam!

Kurew mnie trafia, kurew najjaśniejsza, na te zdanżania i w(y)łanczania wszechobecne.

Bo jeszcze takiego szczypiora to opieprzę, że "durniu! czy ty masz w domu włanczniki światła, czy telewizora? Nie masz? To co włanczasz, kurwa, tak uparcie?"

Albo "wziąść"? No bo skoro wziąść, to i braść, co nie? Braść łyka coca coli, kurwa...

Albo "w roku dwutysięcznym piątym"... Czyli, że co? "Urodziłam się w roku tysięcznym dziewięćsetnym siedemdziesiątym którymś, tak? A nie przypadkiem w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym którymś? No właśnie! To co to u diabła jest ten dwutysięczny piąty zamiast dwa tysiące piątego?...

Dżizaskurwajapierdole... - jakby to rzekł Miauczyński Adam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...