niedziela, 31 lipca 2011

po piąte: wygodne majtki z ozdobnym kamykiem

   Bo reklamują się w Lidlu. A pani aktorka cała w pląsach pomyka po mieszkaniu w tychże pod dresem. Ja może jestem dziwna, ale chyba musiałoby mnie popierdolić, żeby pod mięciutki domkowy outficik wdziać gacie i stanik, choćby nie wiem jak bardzo wygodne. Po co, pytam się? Czy moje dupacyckidupacycki nie zasługują na odrobinę wolności od codzienności? Wiadomo przecież, że nie stawię się w fabryce z cyckami powiewającymi pod luźną koszulką, ale na boga - stanik po domu? Opanieludziemylipanstwo...

   A jeśli już jestem w po domu. Przypuszczam, że jednak jestem mężczyzną, gdyż na pierwszy sygnał bolącego gardła czy zatkanego nosa w jednej sekundzie dostaję przykurczu, wiszę na meblach i jak królowa angielska zaciągam story (których nie posiadam). No jestem taka słaba, że naprawdę... O, albo na przykład ostatnio wstałam sobie i wtem się okazało, że mam okolice oka wielkości opony,  no i natychmiast musiałam wrócić do łóżka z przepaską, a następnie słaniałam się parę godzin dopóki nie odzyskałam pełnej sprawności.
  
  Natomiast na migrenę do obrzygu i kręgosłup bolący garbaty zupełnie już nie reaguję, bo kto by sobie codziennością dupę zawracał, prawdaż.

sobota, 30 lipca 2011

po czwarte: bo nie jestem zbyt mądra

   Przypomniało mi się dzisiaj, jak parę lat temu jakiś ważny pan w Trójce prawił, że opozycja dmucha w dziurawy balon. No i nie wiem za bardzo jak to rozumieć i nie pamiętam kto był wtedy opozycją. Wiem natomiast, że ta teraźniejsza robi na mnie ogromne wrażenie trailerami przedwyborczymi. Chociaż słyszałam, że w tym roku nie ma kampanii w mediach, ale co ja tam wiem... Ponadto widziałam plakat "Ostatni lot Tupolewa - przeżyj przygodę jakiej nie przeżył nikt! Tylko w wybranych kinach, w wersji 3D!".
A mnie od trzyde pękają moje ślepe oczy. Oraz brzydzę się tych okularów przecieranych suchą ścierką - no tak to sobie niestety wyobrażam...

  I w ogóle co to znaczy, że ponieśli śmierć? Na plecach ją ponieśli? Albo w reklamówce? Albo jak odnieśli obrażenia, to gdzie je odnieśli? One gdzieś wcześniej leżały? Na lodówce? W bibliotece? No taka jestem zagubiona czasami, że naprawdę. Nic nie rozumiem.

piątek, 29 lipca 2011

po trzecie: zostawia skarpety tam, gdzie je zdejmuje

  To znaczy mnie się wydaje, że jak ktoś już słucha, to nie powinien tłuc fkomputer z nieprzytomnym wejrzeniem. Bo ja jak słucham (albo udaję) to przynajmniej staram się rzucić okiem co jakiś czas, co by mówiącemu przyjemność sprawić zainteresowaniem (lub udaniem nawet). Albo zaraz na początku opowieści oznajmiam, że mamtowdupie i nadziei nie robię. I tegoż wymagam, choćby mruknięcia jakiegoś potwierdzającego, lub nie, że słyszy. Jak opowiadam o tym jaki cudowny podkład nabyłam i że dwudziestoprocentowa witamina C w tym kremie to...

  No i nie wiem, nie wiem jak to rozwiązać. Liczę, że obyczajowy poradnik "Jak nie zabiłam męża(...)" pomoże mi podjąć jakieś konstruktywne decyzję. Jednak gdy podczas dziewiczego kartkowania trafiłam na mydlący oczy fragment o orgazmach, to jakby lekko straciłam nadzieję.

po drugie: nocne pobojowisko

   Codziennie (no prawie, nie demonizujmy!) około północy rozlega się tuż obok, dosłownie metr może, znajome piknięcie i telewizor budzi się do życia. Znaczy do umierania, bo już po chwili, na środku ekranu, dostrzec możemy taki eee... celownik... ee...

- z czego teraz strzelasz? - pytam, bo nie wiem, bo skąd mam wiedzieć?
- z ump45, czołg taki... - mruczy osobnik na stanowisku dowodzenia, wyposażony w wyposażenie i wskazując na mikrofon daje znać, żebym była czujna i oszczędna w słowach, gdyż współtowarzysze broni słyszą wszystko co dzieje się w naszym_pozawojennym_świecie
- uhm... - kiwam ze zrozumieniem i chociaż nie wiem czy dobrze usłyszałam, to nie ośmielam się pytać ponownie, bo przecież wiadomo czym może zakończyć się rozproszenie walczącego.

... dostrzec możemy celownik czołgu takiego i wiele śmigających w powietrzu cząstek ciał, pojazdów i budynków. Albo nie wiem czego, bo chyba aż tak się przyjrzałam, bo wzrok mi ciężko skupić. O, teraz helikopter spadł, no proszę, jak w filmie normalnie, bo taka grafa...


    Wczoraj na ten przykład wojna skończyła się o 2:55. Strasznie długa ta wojna, jezu. Nie wiem czy chciałoby mi się być na wojnie do aż takiej nocy. Zaraz bym zasnęła, albowiem przedkładam spanie nad niespanie, zdecydowanie, albo by mi oczy pękły od wypatrywania wrogów.

   A stąd wiem, że tak późno, bo szłam siku i słyszałam jak się kończyła piknięciem kończącym. Bo ja zawsze łażę siku w nocy, bo mam pęcherz o pojemności 100ml, a zjadłam pół arbuza. Zastanawiam się nad założeniem docelowo cewnika, bo trochę nie opłaca mi się kłaść spać, bo zaraz muszę wstać i iść. I co mi z tego, że sikam śpiąc, gdy jakoś tak przebudzam się idąc. A może po prostu nie opłaca mi się pić?... Ale przecież w sumie to nie piję, tylko jem arbuzy z Lidla siedmiokilowe. A zimą mandaryny na tony. Więc doprawdy nie wiem jak to rozwiązać...

   A ciekawe jak sikają na wojnie? Jakiejśtam bylejakiej żywej takiej. Bo raczej nie mają chyba czasu zbytnio szarpać się z tymi portkami poobwieszanymi pasami zbrojnymi i innymi karabinami pod pachą? Sama nie wiem co o tym myśleć...

czwartek, 28 lipca 2011

po pierwsze: bo mi kazano

- ona ma dzisiaj niepohamowany ślinotok, nie uważasz? - zapytała eL.
- nic nowego - rzekła eM. - kazałam jej założyć bloga
- ale u mnie nic się nie dzieje! o czym mam pisać? - zdziwiłam się ja
- a może o tym, że zachlapałaś sukienkę niebieską pastą do zębów?...

  Tak, zachlapałam. Bo zachlapuję wszystko i siebie dookoła. Nie nie, nie na odwrót. Bo podłogi herbatą nie zachlapuję przecież dookoła, a siebie owszem. Nawet na plecy udaje mi się wylać. Swoje.
 
  Umiem również iść i się potknąć na płaściutkiej podłodze. Albo spaść z klapka - nawet z centymetrowej podeszwy. Umiem stojąc stracić równowagę (?!) ("ale ty gamoń jesteś, matko...").
  
  Umiem też ubrać wyżej wspomnianą białą sukienusię ("wyglądasz jak rusałka... o, i cycek ci wystaje!") i myjąc zęby chlapnąć sobie granatową pastą Kolgejt na sam środek organizmu odzianego w połać bieluśkiej bieli. Bo ja nie mam pojemności w ustach i gdy myję zęby to mi się ulewa, gdyż mam ślinotok. Wtedy też spływa mi, wraz z rzeczoną śliną i pastą, podkład z brodowej części makijażu. Gdyż ja to się najpierw maluję, następnie do oka dobieram ciuch, a następnię myję zęby. Czasem oczywiście się zapomnę i w ferworze porannej walki zęby umyję przed mejkapem, ale to rzaaadko...
 
  Ślinotok mam też gdy ogniście opowiadam. Ale to już taki z atomizerem, no ale nie mam tego sama, więc się nie martwię. eM. myślała, że to od żucia gumy, ale wytłumaczyłam jej, że to starość. Na co eL. odrzekła, że w takim razie ona to już jest baaardzo stara, gdyż ma to od baaardzo dawna. Nie omieszkałyśmy nie zaprzeczyć.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...